Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Obyczajowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Obyczajowe. Pokaż wszystkie posty

sobota, 16 marca 2019

Jak daleko sięga granica przebaczenia? "Braterstwo krwi" - Agnieszka Lingas-Łoniewska [#88]

Pierwszy tom serii Zakręty losu Agnieszki Lingas-Łoniewskiej był dla mnie dużym, pozytywnym zaskoczeniem i mile wspominam chwile spędzone nad tą książką. Bracia Borowscy kupili moje serducho już od pierwszych stron, dlatego z niecierpliwością rzuciłam się na drugi tom serii o charyzmatycznym rodzeństwie, czyli Braterstwo krwi. W związku z tym w recenzji mogą pojawić się pewne odniesienia do poprzedniej części, dlatego jeżeli czujesz zainteresowanie serią, przejdź do niedawno opublikowanej przeze mnie recenzji, którą znajdziesz >tutaj<.

piątek, 8 marca 2019

Z rodziną dobrze wychodzi się tylko na zdjęciu? "Zakręty losu" (tom I) - Agnieszka Lingas-Łoniewska [#86]


Twórczość Agnieszki Lingas-Łoniewskiej przewijała się gdzieś dookoła mnie praktycznie od samego początku, kiedy zaczęłam recenzować, czyli od kilku dobrych lat. Jednak dotychczas jakoś mijałyśmy się ze sobą, aż do teraz. Na rynku niedawno pojawiło się wznowienie najpopularniejszej serii autorki, i stało się to dla mnie szansą na poznanie twórczości lubianej polskiej pisarki. Jak więc zaczęła się zawiła historia braci Borowskich? Zaczęła się dużo wcześniej, jednak nabrała tempa w momencie pojawienia się na horyzoncie pewnej ślicznej, ciemnowłosej dziewczyny z zamiłowaniem do koszykówki.


środa, 27 lutego 2019

Ziemie Odzyskane - stracone złudzenia... "Winne miasto" - Zofia Mąkosa [#84]


     W powieściach, w których pewne znaczące wydarzenia historyczne są tłem dla rozgrywających się wydarzeń, odnalazłam już wiele życiowych scenariuszy. Były już zakazane romanse przedstawicieli wojsk okupanta i podległego kraju, były punkty widzenia zarówno mężczyzn walczących na froncie, jak i kobiet w nadziei czekających na ich szczęśliwy powrót. Dlatego dużym zaskoczeniem była dla mnie książka Zofii Mąkosy Winne miasto, która stanowi drugi tom serii Wendyjska winnica. Autorka, jako nauczycielka historii i kobieta pochodząca z Chwalimia, skąd wywodzą się także główne bohaterki serii, wydaje się idealną osobą do opisania takiej historii. Bo wiadomo przecież, że przez jakiś czas tereny należące obecnie do Polski były zamieszkane przez ludność niemiecką i to właśnie z ich perspektywy poznajemy fabułę Wendyjskiej winnicy. Tym razem idziemy przez życie wraz z Matyldą Neumann, córką Marty, znanej z pierwszego tomu serii noszącego tytuł Cierpkie grona. 


czwartek, 13 września 2018

Myślisz, że znasz historię Jane Eyre? To się grubo mylisz! - "Moja Jane Eyre" - Cynthia Hand, Brodi Ashton, Jodi Meadows [#60]


                Jeżeli czegoś mogłoby mi brakować w ostatnim czasie jeżeli chodzi o czytane książek, to z pewnością jest to oryginalność. Bo można spodziewać się pewnych utartych schematów przy okazji kryminałów czy romansów. Dlatego kiedy dowiedziałam się, że autorki "Mojej Lady Jane", jednej z najbardziej oryginalnych książek, które miałam okazję czytać, lada moment dadzą czytelnikom kolejną szaloną powieść, wprost nie mogłam się doczekać. I tak, główna bohaterka znów ma na imię Jane. Lecz tym razem nie mamy do czynienia z żadną historyczną postacią, lecz z ikoną angielskiej literatury. Tym razem Cynthia Hand, Brodi Ashton i Jodi Meadows wzięły się za historię Jane Eyre, bohaterkę jednej z najpopularniejszych książek Charlotte Brontë.

wtorek, 28 sierpnia 2018

Pies nie jest tylko przyjacielem człowieka, ale także ma zdolność formowania go na nowo - "Psia kość!" - Alejandro Palomas [#59]


                W obliczu książek opowiadających o psach, mam wrażenie, że mamy do czynienia z dwoma ich rodzajami: albo są to pozytywne historie, albo wyciskające z oczu czytelnika łzy opowieści, które uderzają w najbardziej czułe struny w ludzkim sercu. Dlatego podchodząc do powieści "Psia kość!" nie do końca wiedziałam, czego się spodziewać. I doznałam bardzo pozytywnego zaskoczenia. Bowiem opowieść ta z impetem wyłamuje się z tych dwóch kategorii, stojąc gdzieś pomiędzy nimi. 

środa, 22 sierpnia 2018

Muzyka tłem dla pięknej historii o tym, czym właściwie jest miłość... "Biegając boso" - Amy Harmon [#58]


                Są takie historie, które mimo pięknej oprawy, malowniczej otoczki, która potrafi zauroczyć od pierwszego wejrzenia, nie mają pod nią niczego sensownego. Są też takie, które mimo swojej prostej formy i mało zaskakującej fabule, chwytają za serce i wywołują szczere wzruszenie, emocje nie do podrobienia. Taka właśnie jest powieść "Biegając boso" Amy Harmon. 

środa, 15 sierpnia 2018

Droga od zwykłych problemów do misji Naznaczonych... "Signum Sanguinem. Naznaczeni" - Evanna Shamrock [#56]


                Evanna Shamrock nie próżnuje! Niedawno premierę miał czwarty tom serii "Signum Sanguinem", który jest jednocześnie drugim prequelem, tuż obok "Genezy". W "Naznaczonych" autorka odeszła od swojego typowego stylu konstruowania powieści i pozwoliła czytelnikowi poznać bohaterów znanych z poprzednich części, jednocześnie nie skupiając się na głównym bohaterze, czyli Jojo. Krótkie historie, które pokazują nam, jak Eliasz, Kamil, Maks i Aggie znaleźli się tam, skąd ich znamy. Różne charaktery, różne środowiska, ale jeden wspólny cel. 

poniedziałek, 13 sierpnia 2018

Pirat przeciwko Zimnej Wdowie - "Tylko on" - Sylvia Day [#55]


                Znacie taki film "Pan i Pani Smith" z Angeliną Jolie i Bradem Pittem? W skrócie to historia, w której dwójka tajnych agentów dostaje zlecenie na siebie nawzajem, ale w międzyczasie zdąży narodzić się między nimi tak silne uczucie, że w efekcie wypełnienie zadania staje się praktycznie niemożliwe do zrealizowania. Skąd moje skojarzenie z tym filmem? Ze względu na to, że podobny scenariusz zrealizowany jest w książce Sylvii Day "Tylko on". I wcale nie jest to argumentem przemawiającym przeciwko tej książce. 

niedziela, 12 sierpnia 2018

Czysty umysł, twarde serce... "Mój zawodnik" - K. Bromberg [#54]


                K. Bromberg jest jedną z tych autorek, których twórczość dobrze się kojarzy, nie czytając żadnej jej książki. Obserwując blogosferę od jakiegoś czasu dość często można natrafić na tytuły tej autorki, ale mimo że wiem jakiego rodzaju literatury można się spodziewać, to ciekawość zwyciężyła i na własnej skórze chciałam dowiedzieć się, czy opinie na temat jej tytułów nie są przesadzone, w jakąkolwiek stronę. Dlatego zabierając się za "Mojego zawodnika" miałam właściwie zerowe oczekiwania i byłam otwarta na to, co miała mi do zaoferowania autorka. 

sobota, 11 sierpnia 2018

Zderzenie dwóch różnych charakterów... w pociągu - "Drań z Manhattanu" - Vi Keeland, Penelope Ward [#53]


                Mówi się o tym, że miłość jest ślepa. Że nigdy nie wiadomo, kiedy obezwładniające wręcz uczucie do drugiej osoby uderzy do głowy, sprawiając, że człowiek nie będzie w stanie myśleć o nikim innym. I często zdarza się tak, że nie jest konieczne zobaczenie czyjejś twarzy, żeby szaleńczo się w tej osobie zakochać. Pisarski duet, czyli Vi Keeland i Penelope Ward w zaskakujący sposób połączyły parę głównych bohaterów "Drania z Manhattanu". Wystarczyło jedno przypadkowe spotkanie w pociągu, jeden zgubiony telefon i brutalne zderzenie z podłym charakterkiem jego właściciela by rozpocząć pełną emocji opowieść o szaleńczym uczuciu, które rozbudziło się w dużej mierze za pomocą kilku dwuznacznych zdjęć. Dwie skrajnie różne od siebie osoby: on, finansista z własną firmą i pokaźnym majątkiem, od którego sekretarki uciekają po kilku dniach, a nawet godzinach pracy i ona, wyróżniająca się z tłumu piękna Włoszka, która z upodobaniem farbuje końcówki swoich włosów zgodnie z aktualnym nastrojem. Czy tak dwie odmienne osobowości są w stanie uspokoić wzajemnie dręczące ich demony? 

środa, 8 sierpnia 2018

Kiedy wierząc w to, że pewni ludzie są czystym złem, trafiasz prosto między nich... "To nie ja, kochanie" - Tillie Cole [#52]


                Na temat literatury kobiecej, głównie tej współczesnej, rozpisywałam się już chyba wszędzie, gdzie tylko mogłam. Każde moje podejście do tego typu książek kończyło się rozgoryczeniem i żalem, że obecnie wydawane są książki proste, całkowicie przewidywalne i oparte na jednym i tym samym koncepcie: zimnego biznesmena pod krawatem, którego ukochana temperuje i uczy go, co znaczy kochać. Ileż to razy słyszeliśmy tego typu scenariusz? Ale pocieszę Cię, drogi Czytelniku (chociaż może lepiej droga Czytelniczko, bo jednak tego typu literaturę czytają w głównej mierze kobiety), mam tutaj coś, co w końcu przełamuje tą dziwną, nudną już konwencję! 

środa, 4 lipca 2018

Każdy pies ma jakąś misję do wykonania... "Był sobie szczeniak. Ellie" - W. Bruce Cameron [#45]


                Choć mówi się, że ludzie dzielą się na miłośników psów lub kotów, to najczęściej słyszy się, że to pies jest najlepszym przyjacielem człowieka. Wierni towarzysze, kompani w przygodach i kłopotach, a nawet cisi bohaterowie, którzy przyczynili się do uratowania życia wielu ludzi, nie zawsze dosłownie. W. Bruce Cameron wykorzystał to przywiązanie ludzi do psów i stworzył opowieść, w której to właśnie one grają główne role. Ich oczami świat wydaje się dziwnie prosty i sprowadzony do kilku podstawowych wartości, lecz jest coś, to wśród nich wybija się przed szereg. Każdy piec ma w swoim życiu do spełnienia misję. I jakakolwiek by ona nie była, jest ona celem nadrzędnym. Choćby to miało być po prostu... kochanie właściciela bezwarunkowo. 


piątek, 25 maja 2018

#44. Kocie oko - Margaret Atwood


                Margaret Atwood już od jakiegoś czasu uznawana jest za jedną z najpoważniejszych kandydatek do Nagrody Nobla w dziedzinie literatury (mimo tego, że w tym roku nie zostanie ona przyznana), lecz mimo wszystko przeświadczenie tego typu ma swoje uzasadnienie w dorobku tej pisarki, która przez wiele lat raczy czytelników na całym świecie wyjątkowymi historiami, z "Opowieścią Podręcznej" na czele, której serialową adaptację śledzi mnóstwo ludzi. "Kocie oko" jest drugą powieścią Atwood, z którą miałam okazję się zapoznać i ze względu na to, że "Opowieść Podręcznej" podeszła mi raczej średnio, do tej książki miałam spore oczekiwania. I, na Boga, całe szczęście że ją przeczytałam! 

                Co warto zaznaczyć na samym początku, powieści Atwood nie są łatwe w odbiorze. Dużo tutaj przemyśleń na różne tematy, przez co czytelnik raczej nie może liczyć na wartką, pełną emocji akcję. "Kocie oko" to raczej swego rodzaju pamiętnik, dziennik Elaine Risley, która powraca w rodzinne strony przy okazji zorganizowanej wystawy jej prac. Sama od zawsze nazywała się malarką, w żadnym wypadku artystką. Wraz z tą swoistą podróżą do miejsca, gdzie wszystko się zaczęło, razem z główną bohaterką przenosimy się do wspomnień z jej młodości, poprzez poznawanie samej siebie poprzez dorastanie, kończąc na pierwszych miłościach i tych, które miały być ostatnimi, tymi na całe życie. A w tle niepozorna przyjaciółka, Cordelia, której obecność odznaczyła się w życiu Elaine o wiele bardziej, niż by tego chciała.


                 W opowieści tej są zarówno emocje przyzwyczajania się do nowego otoczenia oczami małego dziecka, poprzez próby zaakceptowania w grupie przyjaciół, kończąc na definicji prawdziwej kobiecości, której Elaine wciąż poszukuje. Z dziewczynki, której rodzina nie potrafiła zagrzać miejsca by stworzyć prawdziwy dom, poprzez małą Elaine odnajdującej się w końcu w miejscu, w którym może zapuścić korzenie i znaleźć przyjaciół, otrzymujemy obraz malarki, która wciąż rozlicza się z własną przeszłością. 

Chcę mieć przyjaciół, a ściślej biorąc przyjaciółki. Przyjaciółki od serca - dziewczynki. Wiem, że takie istnieją, czytałam w książkach, ale dotąd żadnej sobie nie znalazłam, bo nigdzie nie zagrzałam miejsca na dłużej. 

                Dlatego "Kocie oko" to historia, której należy poświęcić czas i, przede wszystkim, myśleć o tym, co się czyta. Wiem, że część czytelników może uznać, że w tekście znajdują się niepotrzebne dłużyzny, czasem powieje nudą. Uwierzcie mi, warto czasem zatrzymać się nad tym i przemyśleć, co właściwie autorka chciała powiedzieć. Obserwować w spokoju, jak  dziewczynka unikająca przez długi czas szkoły i mieszkająca zarówno w namiotach, jak i motelach staje się kobietą, na której cześć organizuje się wystawy artystyczne. 

                "Kocie oko" jest w moim odczuciu opowieścią o tym, jak kobieta odnajduje swoje miejsce w świecie. To z pozoru spokojna historia, wspomnienia powracającej do przeszłości Elaine, która jednocześnie ukrywa gorzką prawdę o tym, że wszystko to, co dzieje się w życiu, ma swoje konsekwencje w przeszłości. Jak nauczyć się żyć z własną przeszłością?

Oto środek mojego życia. Miejsce w przestrzeni - bo tak o tym myślę - niby środek rzeki, środek mostu, w pół drogi od początku, w pół drogi do kresu. Do tej pory właściwie powinnam zgromadzić to i owo: majątek, obowiązki, osiągnięcia, doświadczenie, mądrość. Powinnam obrosnąć wszelkim dobrem. Lecz od powrotu bynajmniej nie czuję się cięższa.

                Pod względem językowym - to prawdziwy majstersztyk. Niełatwy, to prawda, ale zdecydowanie wart poznania. Czytając miałam wrażenie, że autorka niemal wdziera się do mojego umysłu, rysując w nim historię Elaine jakby była ona moją własną. A emocji w tym wiele, zwłaszcza że w życiu głównej bohaterki wiele było wyboistych dróg, biorąc chociażby pod uwagę to, że pamięta ona drugą wojnę światową. 

                Dlatego "Kocie oko" jest dla wszystkich tych, których kunszt Margaret Atwood niezmiennie zachwyca i jednocześnie dla tych, którzy lubią pomyśleć o ważnych rzeczach podczas lektury i uwielbiają historie, w których główny bohater rozlicza się z pewnymi wydarzeniami z własnej przeszłości. Jak dla mnie, wyjątkowa pozycja. 

Za możliwość poznania tej historii bardzo dziękuję wydawnictwu Wielka Litera

http://www.wielkalitera.pl/
 

wtorek, 22 maja 2018

#43. Teufel - Izabela Żukowska


                Wydaje mi się, że realia rządzące w Polsce w pierwszej połowie XX wieku są idealnym tłem historycznym dla powieści kryminalnej. To niespokojne czasy, pełne niepewności, tajemnic i politycznych zagrywek. Dzięki temu możliwe jest stworzenie prawdziwie złożonej, nieoczywistej historii, która będzie wyróżniać się spośród innych, a spójrzmy prawdzie w oczy, napisanie oryginalnej powieści z gatunku kryminału jest w dzisiejszych czasach bardzo trudne. Dlatego z prawdziwą przyjemnością poznałam historię opisaną w Teufel Izabeli Żukowskiej. Dla niezorientowanych: teufel, to w języku niemieckim diabeł. 


                Kiedy na molo w Gdańskim Jelitkowie (wtedy Glettkau) zostają odnalezione zwłoki młodej kobiety, pamiątkowy naszyjnik na jej szyi pozwala zidentyfikować ją jako Mariannę Walewicz, zamożną i ogólnie znaną w mieście Polkę, do których mimo wszystko w tamtych czasach odnoszono się z rezerwą i dużą dozą nienawiści. To Lotte Meier rozpoznaje naszyjnik swojej dawnej pracodawczyni. Rozpoczyna to skomplikowane śledztwo, którego rozwiązania podejmuje się komisarz Franz Thiedtke, doświadczony stróż prawda, dla którego sprawa ta jest ostatnią przed odejściem na emeryturę. Jednakże okazuje się, że za tajemniczą śmiercią młodej kobiety stoi więcej niż jedna tajemnica, a Lotte wraca do wspomnień związanych z Marianną w poszukiwaniu szczegółów w jej zachowaniu, które mogłyby naprowadzić ich na rozwiązanie zagadki. W tej podróży w przeszłość wychodzą na jaw także czyny samej Lotte, o których chciałaby zapomnieć i o których wstydzi się powiedzieć komukolwiek. Zakazana miłość, szpiegostwo, tajemnica i wszystko to, czego można spodziewać się po wciągającej fabule, to właśnie Teufel.
 
To wspomnienie sprzed lat przynosiło mu zwykle chwilowe ukojenie, bo słodka woda różana przemieszana z mdłym krochmalem była zapachem jego dzieciństwa, a dzieciństwo mimo swej niefrasobliwości i pokaleczonych kolan jest zawsze czasem bezpiecznej radości. 

                Izabela Żukowska podjęła się bardzo trudnego zadania. Przedstawiła Gdańsk tuż przed wybuchem wojny, kiedy to był on jeszcze Wolnym Miastem i wśród ludności wznosiły się wątpliwości, czy ostatecznie miasto zostanie przyłączone do Polski czy do Niemiec. Jednocześnie było to miejsce, w którym Polaków było niewielu i ogólna nienawiść do nich była na porządku dziennym. W opisach ówczesnej rzeczywistości autorka bardzo wyraźnie nakreśliła wątpliwości ludzi, niemalże namacalne napięcie i bardzo różne poglądy. Wszystko to jest zamknięte perfekcyjną wręcz klamrą, zważywszy na to w którym momencie cała opowieść się kończy. 


Była osobą znaną, a jednak Lotte nie znalazła wzmianki o jej śmierci w żadnej gdańskiej gazecie. Miała wielu przyjaciół, a jednak zdawało się, że nikt jej nie opłakiwał. Zniknęła bezszelestnie, jak biedak pozbawiony rodziny, o którego nikt nie dba, całe życie pozostawiając własnemu losowi. 

                Mimo wszystko jednak, w Teufel niewiele jest kryminału, choć wątki takie się zdarzają. Dużo bardziej, w moim odczuciu, pasowałoby tutaj określenie powieści obyczajowej z wątkami historycznymi, w której przewijają się także elementy charakterystyczne dla powieści sensacyjnych. Sama autorka pisze tak, że nawet skomplikowane sformułowania w języku niemieckim przewijają się w sposób niezauważalny, historia płynie swobodnie i odkrywa przed czytelnikami kolejne elementy. Dzięki czemu cała opowieść rozwija się w sposób bardzo nieoczywisty, a to doceniać należy zawsze. 

                Tym samym recenzja Teufel jest pierwszą z serii na blogu, w której przedstawię niezwykłe historie kryminalne osadzone w Gdańsku. Czeka nas jeszcze wiele perspektyw i niezwykłych opowieści, gwarantuję!

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję wydawnictwu Oficynka!

http://oficynka.pl/
 

wtorek, 13 marca 2018

#37. Żona wyklęta - Anna Śnieżko



                Kiedy w 1945 roku oficjalnie zakończyła się II wojna światowa, ostatecznie przypieczętowując klęskę Niemiec, obywatele od lat zniewolonych krajów, w tym Polski, spodziewali się wreszcie odetchnąć z ulgą. W końcu miał zniknąć ciągły strach o jutro. Miała skończyć się obawa o życie zarówno własne, jak i najbliższych. Jednakże na horyzoncie pojawili się Rosjanie, którzy pod przykrywką pomocy objęli Polskę objęciami komunizmu i nastały czasy Polski Ludowej. Na szczęście, nie wszyscy godzili się na nowy stan rzeczy i walczyli o wolność. W tym właśnie okresie powszechna stała się działalność żołnierzy wyklętych, partyzantów, którzy kryjąc się w lasach i przypadkowych, chwilowych kwaterach, gromadzili siły do walki z komunistami. Oddział "Roja", którego pseudonim kojarzony jest do dziś, także za sprawą filmu Jerzego Zalewskiego "Historia Roja" z 2016 roku, posiadał w swoich szeregach osoby pełne zapału i wiary w to, że Polska może się jeszcze odrodzić. Jednym z partyzantów pod dowództwem "Roja" był Władysław Grudziński, młody chłopak, który zawsze marzył, by zdobyć przestworza jako zawodowy pilot. I to właśnie dlatego wśród towarzyszy broni nazywany był właśnie "Pilotem". 

                Anastazja Glinicka była zaś młodą dziewczyną, która uwielbiała tańczyć do białego rana i korzystała z życia tak bardzo, jak tylko mogła. Była podlotkiem, kiedy u jej drzwi stanął jeden z leśnych, prosząc o kwaterę dla siebie i towarzyszy. Od jednego z nich długo nie mogła oderwać wzroku. Bardzo szybko zdała sobie sprawę, że "Pilot" jest jej przeznaczony. On doszedł do tego samego wniosku względem Anastazji praktycznie w tym samym momencie.


                Czasy, w których nikt nie mógł czuć się bezpieczny. Otoczenie, w którym zaufanie było cenniejsze niż pieniądz, a donosiciele panoszyli się wszędzie dookoła, często zakładając maski znajomych, sąsiadów i przyjaciół. A wśród nich oni, Anastazja i Władek, którzy starali się mimo przeciwności losu pielęgnować swoje coraz silniejsze uczucie. I choć oboje wiedzieli, że każde spotkanie może być ostatnie, wciąż modlili się o kolejne. Los jednak zgotował im gorzką niespodziankę, udowadniając, że niczego w życiu nie można być pewnym. 

"Nie wyobrażasz sobie, jak to jest, kiedy nagle ktoś obcy i wrogi wchodzi do twego domu, który dotąd wydawał ci się bezpiecznym schronieniem, i każe ci iść precz. A ty odczuwasz ból i ulgę jednocześnie, bo przecież mógł cię zabić."

                Seria "Prawdziwe historie" nazywa się tak nie bez powodu. Miałam okazję poznać jedynie "Żonę wyklętą" i to na jej podstawie powiem, że opowieść ta urzeka właśnie swoją prawdziwością. To przekaz, który autorka otrzymała w bardzo cennym darze od babci swojego ukochanego, który postanowiła ułożyć w zachwycającą i przejmującą opowieść o miłości w trudnych czasach ciągłej walki o życie. To nie jest zwyczajna książka historyczna, która w pozbawiony emocji sposób nakreśli wydarzenia, które miały miejsce wiele lat temu. To emocjonalny przekaz, który naznaczył tą opowieść już od pierwszych stron. Z każdą kolejną stroną miałam wrażenie, że oglądam prawdziwie rodzinne pamiątki, że zaglądam do serca Anastazji. To oczami jej i "Pilota" poznajemy życie z dwóch różnych perspektyw: zarówno żołnierza, którzy wciąż musi się ukrywać i walczyć nie tylko z wrogiem, ale i z własnymi słabościami, jak i młodej dziewczyny, która kochała i bez przerwy modliła się o bezpieczeństwo ukochanego, lecz musiała zadbać także o własne bezpieczeństwo. 

"Może, gdy listki te już zżółkną i spadną na ziemię,
To ja, syn Ojczyzny i matki, a mąż Twój,
Co żyję tylko dla Ciebie,
Zacznę żyć inaczej.
Mam nadzieję, że na zawsze razem już będziemy,
Nie narzeczoną, a żoną raczej
Zowię Ciebie, lecz wpierw na ślubnym kobiercu staniemy.
Tyś pociechą mą jest teraz
Więc bądź do końca życia mego.
Jeśli zginę, uchyl ten pamiętnik nieraz
I wspomnij se Władka swego."

                Przepiękna, chwytająca za serce książka napisana prosto, niemal tak, jakby czytelnik był słuchaczem rozmowy pomiędzy Anną a Anastazją. Bardzo się cieszę, że wciąż powstają takie książki, które ukazują życie w tych trudnych czasach i uczą tego, by doceniać to, co mamy teraz. Z niecierpliwością czekam na kolejne odsłony serii "Prawdziwe historie" i wierzę, że każdy powinien je poznać. Szczególnie, że w trudnych momentach zwykle mówi się o mężczyznach. Dlatego wybitnie ciekawym okazuje się to, jak radziły sobie wtedy kobiety. 


Za możliwość przeczytania tej książki bardzo dziękuję wydawnictwu Znak Horyzont.

http://www.wydawnictwoznak.pl/wydarzenia/wydawnictwo/znak-horyzont
© Szablon wykonała Ronnie ™ | RONNIE creators